Jak znalazłem zapomniane archiwum lubelskich fotografii

Mam słabość do starych zdjęć. Nie tych wyretuszowanych, z Instagrama, ale prawdziwych, pożółkłych odbitek, które od lat leżą na strychach i w piwnicach. Parę miesięcy temu dostałem od kolegi paczkę z negatywami. Stare klisze, prawdopodobnie z lat 70. i 80., z Lublina. Nie było żadnego opisu. Tylko pudełko i zapach stęchlizny. Zająłem się digitalizacją i próbą identyfikacji miejsc. Bardzo szybko okazało się, że bez dostępu do jakiegoś lokalnego, cyfrowego repozytorium nie ruszę dalej. Znalazłem wtedy Lublin w internecie, stronę która gromadzi zdjęcia i opisy lubelskich kamienic, ulic i podwórek. To była konkretna pomoc, bo mogłem porównać swoje klatki z archiwalnymi kadrami, które ktoś już opisał. Bez tego narzędzia pewnie bym odłożył projekt na półkę.

Dlaczego stare zdjęcia to zupełnie inny kod kulturowy

Fotografia to nie tylko obraz. To zapis konkretnego światła, konkretnej godziny i emocji osoby, która wtedy stała za obiektywem. Ja dostałem zdjęcia zrobione prawdopodobnie przez urzędnika miejskiego. Widać na nich nie tylko budynki, ale też ludzi. Dzieci bawiące się na chodniku, kobieta wiosłująca w oknie, gołębie na parapecie. Mój kolega twierdzi, że to zbiór z Wydziału Architektury sprzed czterdziestu lat. Nie mam pewności. Wiem za to, że każde zdjęcie to kawałek układanki. Żeby odtworzyć historię jednej ulicy, potrzebowałem znać nazwy sklepów, które już nie istnieją. Szukałem tabliczek z nazwami firm, szyldów, które ktoś zdjął w 1990 roku. I tutaj internet okazał się bezużyteczny w sensie ogólnym, a bezcenny w sensie lokalnym.

Metoda na rozpoznanie miejsc bez adresów

Opracowałem własną technikę. Skoro na zdjęciach nie było cyfr ani napisów, zacząłem analizować detale architektoniczne. Gzymsy, opaski okienne, rodzaj cegły, wzór balustrady na balkonie. Najpierw myślałem, że wszystkie stare kamienice w Lublinie wyglądają tak samo. To błąd. Każda ma inny układ okien, inny detal odlewniczy przy bramie. Wymagało to żmudnego przeglądania setek fotografii na stronach z historią miasta. Najwięcej czasu zajęło mi ustawienie właściwego kontrastu na skanach. Okazało się, że na jednym z negatywów widać fragment neonu. Tylko dwie litery „MA”. Przez dwa tygodnie myślałem, że to „MAGIEL”, potem ktoś podrzucił pomysł, że to fragment „MARMURY”. Ostatecznie okazało się, że to „MASAŻ”, ale to już inna historia z ulicy Grodzkiej, która w latach 80. miała lokal z masażem, co było wtedy rzadkością.

Liczby, które pokazują skalę zniszczeń i odbudowy

Kiedy uporządkowałem fotografie według dzielnic, porównałem je ze stanem obecnym na zdjęciach satelitarnych z 2023 roku. Zdziwiłem się. Na 47 uwiecznionych przeze mnie budynków, 12 zostało wyburzonych, 7 gruntownie przebudowano, a tylko 28 zachowało oryginalny wygląd. To oznacza, że w ciągu czterdziestu lat zniknęło około 25 procent architektury z tej konkretnej kolekcji. Sporo. Ale nie wszystkie straty są realne, bo część budynków tylko otynkowano i pomalowano. Bez starych fotek nie miałbym pojęcia, jak wyglądała oryginalna elewacja. Jedna z kamienic na ulicy Szopena, którą znałem jako szarą, okazała się mieć pod tynkiem oryginalną cegłę w kolorze pomarańczowym. Nikt by w to nie uwierzył bez porównania.

„Fotografia to nie tylko obraz, to dowód. Bez dowodu każda historia staje się tylko plotką.”

Jak samemu zrobić takie archiwum i nie zwariować

Jeśli macie gdzieś stare negatywy, nie wyrzucajcie ich. Kupcie prosty skaner do klisz, nie musicie wydawać tysiąca złotych. Najlepsze efekty daje skanowanie w rozdzielczości 2400 dpi, potem wyciągacie detale w programie do obróbki. Używam darmowego GIMPa, bo nie trzeba mieć Photoshopa. Kolejny krok to nazwanie plików według daty i miejsca, jeśli je znacie. Ja robiłem błąd, dając nazwy typu „IMG_001”, po miesiącu nie wiedziałem, co jest czym. Potem trzeba znaleźć społeczność, która pomoże rozpoznać osoby lub adresy. Są grupy na Facebooku, ale one są chaotyczne. Znacznie lepiej sprawdzają się wyspecjalizowane fora i bazy danych. Na przykład na stronie, którą podałem wcześniej, można wrzucić zdjęcie i dostać odpowiedź od kogoś, kto mieszkał na tej ulicy 30 lat temu. Dostałem tak informację o małej piekarni, która mieściła się w sieni kamienicy. Bez tego nikt by nie wiedział, że w tym miejscu pachniało chlebem.

Co dalej z tym zbiorem fotografii

Planuję wydać mały album, ale nie w formie papierowej, tylko jako stronę internetową. Każde zdjęcie będzie miało przypisaną datę i współrzędne geograficzne. Chcę, żeby każdy mógł obejrzeć to samo miejsce przed laty i dzisiaj. To może być narzędzie dla studentów architektury albo zwykłych ciekawskich. Uważam, że takie projekty są ważniejsze niż kolejny blog o modzie. To konkretna pamięć o mieście, które przecież cały czas się zmienia. Jeśli ktoś z was znajdzie na strychu pudełko z kliszami, niech nie czeka. Zróbcie to samo. Wrzućcie cyfrowo do sieci, opiszcie i udostępnijcie. Może za dziesięć lat ktoś inny dzięki waszym zdjęciom odtworzy historię, która inaczej by zginęła. To nie jest trudne, a satysfakcja, kiedy na forum ktoś napisze „to moja babcia stoi w tym oknie”, jest warta każdej godziny spędzonej przed ekranem.