Jak wygląda nauka, kiedy ustępuje sceny? Refleksje po konferencji EUROSON 2018

Konferencje naukowe mamy zwykle za zestaw prelekcji, posterów i długich godzin w salach wykładowych. To obraz słuszny, ale niepełny. Istnieje bowiem drugi nurt takich wydarzeń, mniej oczywisty, lecz równie ważny. To życie, które tętni w przerwach na kawę, w przypadkowych rozmowach przy stoisku wydawniczym i w szeptach na sali, gdy wyświetlany jest kolejny slajd. Kiedy przed laty brałem udział w kongresie EUROSON 2018 w Poznaniu, to właśnie ta ukryta warstwa wydarzenia najbardziej zapadła mi w pamięć. Co właściwie dzieje się, gdy formalny program milczy?

Wielu uczestników, tak jak ja, przyjechało do Poznania z konkretnym planem: posłuchać najnowszych doniesień z ultrasonografii, zweryfikować swoje metody, może nawet przedstawić swój poster. Oficjalna agenda była napięta i obiecująca. Wszystkie niezbędne informacje, od programu po lokalizację, można było znaleźć na EUROSON 2018 oficjalna strona. Ta strona była naszym przewodnikiem przed i w trakcie wydarzenia. Jednak żadna strona internetowa nie jest w stanie zapisać atmosfery, która rodzi się spontanicznie między sesjami. To tam właśnie, w pozornie banalnych momentach, dokonuje się często najważniejsza praca.

Cisza między slajdami jest głośna

Wyobraźmy sobie przerwę. Osoba, z którą przed chwilą siedzieliśmy w rzędzie, okazuje się prowadzić badania komplementarne do naszych. Nagle piętnastominutowa przerwa zamienia się w burzliwą dyskusję o protokole badawczym. Nie ma slajdów, nie ma moderatora, nie ma presji czasu wyznaczonego przez program. Jest tylko wzajemne zaciekawienie i kilka pytań rzuconych od niechcenia. To właśnie w takich rozmowach często pada kluczowy pomysł, który po powrocie do macierzystego szpitala czy laboratorium zmienia podejście do problemu. Konferencja dostarcza ram, ale to ludzie wypełniają je treścią, która często wykracza poza założone cele.

Czy takie nieformalne kontakty są mniej wartościowe od wykładu wybitnego profesora? Wcale nie. Profesor przekazuje wiedzę skonsolidowaną, opublikowaną, zweryfikowaną. To fundament. Rozmowa w korytarzu dotyka natomiast wiedzy w procesie powstawania, pełnej wątpliwości i ślepych uliczek. Pozwala zobaczyć naukę nie jako gotowy produkt, ale jako żywą, nieuporządkowaną praktykę. Czy to nie jest bardziej uczciwy obraz?

Miasto jako nieplanowany współorganizator

Rola miasta-gospodarza jest często sprowadzana do logistyki: hotele, lotnisko, centrum kongresowe. Tymczasem Poznań podczas EUROSON 2018 stał się czymś więcej. Stał się tłem, które kształtowało nastrój i dynamikę spotkań. Wieczorne rozmowy w restauracji na Starym Rynku miały inną temperaturę niż te w sterylnej przestrzeni centrum konferencyjnego. Mury miasta, jego tempo, nawet pogoda – wszystko to wpływało na uczestników, rozluźniało atmosferę, sprzyjało otwartości.

To ważna obserwacja dla każdego, kto organizuje lub wybiera się na kongres. Miejsce nie jest neutralne. Ono działa na nas. W przypadku Poznania było to działanie pozytywne, ułatwiające nawiązywanie kontaktów poza murami instytucji. Kiedy naukowcy schodzą z piedestału sali wykładowej i idą razem na obiad, hierarchie nieco się zacierają. Pojawia się przestrzeń na pytania, które w formalnej sesji nigdy by nie padły. A to jest bezcenne.

Co pozostaje, kiedy opadnie kurtyna?

Po tygodniach od zakończenia kongresu, kiedy materiały ze strony zarchiwizujemy, a certyfikat uczestnictwa włożymy do teczki, co tak naprawdę zostaje? Nie chodzi mi o wiedzę merytoryczną, bo tę można odświeżyć z publikacji. Chodzi o coś ulotniejszego. O sieć znajomych twarzy, które spotkamy na kolejnej konferencji. O zaufanie do konkretnej osoby z innego ośrodka, do której możemy napisać maila z kłopotliwym pytaniem. O pewność, że nasze wątpliwości nie są wyrazem ignorancji, lecz częścią wspólnej naukowej wędrówki.

EUROSON 2018, jak każde duże wydarzenie, był maszyną do generowania takich właśnie niematerialnych zasobów. Jego sukces mierzy się nie tylko liczbą uczestników czy poziomem prelekcji, ale także gęstością i trwałością relacji, które wtedy zostały zapoczątkowane. Czy mamy świadomość, jak ważny jest ten aspekt, kiedy pakujemy walizkę na kolejny zjazd? Może warto planując swój harmonogram, zostawić w nim nieco więcej pustego miejsca na tę niezaplanowaną, ludzką warstwę nauki. To właśnie ona często okazuje się najtrwalszym efektem konferencji.